MENU

Za kierownicą mamy podzielną uwagę? Jak to możliwe, że potrafimy nie zauważyć pociągu

Od początku 2019 roku na przejazdach kolejowo-drogowych zginęły 44 osoby, a 16 zostało ciężko rannych. Gdyby nie #ŻółtaNaklejkaPLK, poszkodowanych mogłoby być zdecydowanie więcej.

Na przejazd kolejowo-drogowy na warszawskiej Pradze wjeżdża osobowe Volvo. Silnik gaśnie, kierowca próbuje uruchomić samochód – bez szans. Bez szans na uniknięcie zderzenia jest również maszynista, który widzi samochód na torach. W tej sytuacji droga hamowania lokomotywy to kilkaset metrów. Gdy prędkość jest większa, a skład dłuższy – może to być ponad kilometr… Uderzony przez lokomotywę samochód zakleszcza się wokół maszyny i sunie gnieciony po torach przez kilkaset metrów. Kierowca i pasażer nie wyjdą samodzielne z pojazdu. Zdarzy się cud, gdy w ogóle cało wyjdą z opresji.

Dlaczego dochodzi do tragedii na przejazdach kolejowo-drogowych? Wyjaśnia dr Andrzej Markowski

Czy wiesz, że…

Nie wolno przejeżdżać slalomem pomiędzy opuszczonymi rogatkami.

Patrzą, ale nie widzą...

Ten opisywany na początku artykułu wypadek z udziałem Volvo był na szczęście elementem symulacji. Kierowcą i pasażerem samochodu był manekin, który również z wypadku nie wyszedł bez szwanku. Generalnie wypadki na przejazdach kolejowo-drogowych to poniżej 1 proc. wszystkich wypadków komunikacyjnych w Polsce. W ostatnich latach to rocznie ok. 200 takich zdarzeń, w których ginie kilkadziesiąt osób.

Niewielu z nas zdaje sobie sprawę, że gdy podczas jazdy prowadzimy rozmowę telefoniczną, nawet przez zestaw głośnomówiący, to dociera do nas tylko 50 proc. informacji. Rozmowa telefoniczna wpływa na nas tak, jakbyśmy mieli 0,8 promila alkoholu we krwi. I to jest główny powód tego, że dochodzi do wypadków w sytuacjach, w których wydaje się to niemożliwe.

Dr Andrzej Markowski, Psycholog Transportu

Do najtragiczniejszego wypadku doszło na Dolnym Śląsku w okolicach miejscowości Nowa Wieś Kącka. Na przejeździe kolejowo-drogowym pod pociąg wjechał kierujący wraz z 4 współpasażerami. Wszyscy zginęli. Dlaczego wjechali wprost pod rozpędzony pociąg? Ustala prokuratura. Dlaczego do tragedii na torach dochodzi mimo, że przejazdy są odpowiednio zabezpieczone i właściwie oznakowane? Dr Andrzej Markowski, psycholog transportu przyznaje, że to paradoksalna, ale wytłumaczalna sytuacja, choć przejazd kolejowo-drogowy jest miejscem doskonale widocznym. Podobnie jest z pociągiem, który przez to skrzyżowanie torów z drogą ma przejechać.

- Problem wynika z czego innego. Kierowca patrzy i widzi pociąg, ale nie dociera to do jego świadomości – mówi Markowski. – Patrzy i nie widzi, bo zajęty jest wszystkim innym. To rozmowa telefoniczna, rozmowa z pasażerem. Niewielu z nas zdaje sobie sprawę, że gdy podczas jazdy prowadzimy rozmowę telefoniczną, nawet przez zestaw głośnomówiący, to dociera do nas tylko 50 proc. informacji. Rozmowa telefoniczna wpływa na nas tak, jakbyśmy mieli 0,8 promila alkoholu we krwi. I to jest główny powód tego, że dochodzi do wypadków w sytuacjach, w których wydaje się to niemożliwe.

- My bardzo często jesteśmy przekonani, że mamy podzielność uwagi, że możemy szybciej wpływać na sytuacje na drodze – analizuje dr Markowski. – Proszę zauważyć, że w wypadkach na przejazdach kolejowo-drogowych najczęściej nie ginie kierowca, ale też pasażerowie. I oni również nie widzą pociągu, bo także są pochłonięci rozmową, słuchaniem muzyki. Czymś mniej ważnym. Bardzo często są to młodzi ludzie, którzy jeszcze pełni emocji wracają w nocy z dyskoteki. Nie są pod wpływem alkoholu, ale emocji, muzyki. Patrzą na pociąg na przejeździe i go nie widzą.

Według psychologa gubi nas również rutyna, bo w wypadkach na styku torów z drogą giną bardzo często osoby, które to miejsce znają doskonale, czasem pokonują je kilka razy dziennie. - To co doskonale znamy, nie traktujemy jako zagrożenia – ocenia Markowski. – Kierowca, który przed rogatką spędza kilka minut, bo oczekuje na przejazd pociągu zaczyna się również buntować. Stąd próby ominięcia półrogatki zygzakiem lub przejechanie pod rogatką nawet wtedy, gdy zaczyna się ona zamykać. Brak rozsądku u sporej grupy kierowców jest ogromny. Myślą o sobie, że to oni zawsze zdążą. Ich zdaniem nieudacznikami są ci, którzy czekają.

#ŻółtaNaklejkaPLK ratuje życie

By na przejazdach było bezpieczniej - mimo nie zawsze właściwego zachowania kierowców - PKP Polskie Linie Kolejowe S.A. do czerwca 2018 r., oznakowały przejazdy specjalną żółtą naklejką. #ŻółtaNaklejkaPLK to dodatkowe informacje pozwalające na szybkie i precyzyjne ustalenie lokalizacji skrzyżowania toru i drogi przez operatorów numeru alarmowego 112 podczas przyjmowania zgłoszenia. Są one umieszczone na napędzie rogatkowym lub po wewnętrznej stronie krzyża św. Andrzeja. Na każdej z nich jest indywidualny numer przejazdu, numer telefonu alarmowego 112 oraz numery telefonów do kolejowych służb technicznych.

Dzięki żółtej naklejce, od czerwca 2018 r. operatorzy numeru alarmowego 112 odebrali już 2558 zgłoszeń. W 149 przypadkach dzięki specjalnemu szybkiemu połączeniu wstrzymano ruch pociągów na linii kolejowej, wezwano pomoc lub zapobiegnięto tragedii. W kolejnych 190 sytuacjach konieczne było wprowadzenie polecenia „ostrożnej jazdy” i ograniczenia prędkości pociągów do 20 km/h, by zapewnić bezpieczeństwo pasażerów i użytkowników przejazdów kolejowo-drogowych.

Czy wiesz, że…

W przypadku przejazdów wielotorowych nigdy nie należy wjeżdżać na tory bezpośrednio po przejechaniu pociągu. Należy zaczekać, aż pociąg odjedzie na taką odległość, abyśmy mogli stwierdzić, czy po innych torach nie poruszają się inne pociągi.

Jak „działa” #ŻółtaNaklejkaPLK

Na żółtej naklejce umieszczonej na przejeździe są trzy najważniejsze informacje: indywidualny numer identyfikacyjny przejazdu kolejowo-drogowego, numer alarmowy 112 oraz numery „awaryjne”. Przedstawione w ten sposób informacje pozwolą, podczas przyjmowania zgłoszenia przez operatora numeru 112, na szybką i precyzyjną lokalizację przejazdu na sieci kolejowej. Dzięki specjalnie utworzonemu kanałowi łączności kolejarze mogą wstrzymać ruch pociągów nawet w kilka minut od zgłoszenia.

Numer alarmowy 112 – służy TYLKO do zgłaszania sytuacji bezpośrednio zagrażających bezpieczeństwu np.: utknięcia samochodu na przejeździe lub wypadków.

Numery tzw. „w razie awarii” – to kontakt do służb technicznych kolei na terenie konkretnego zakładu linii kolejowych. Służą do informowania o usterce urządzeń, uszkodzeniu oznakowania na przejeździe kolejowo-drogowym lub w sytuacjach kiedy nie ma bezpośredniego zagrożenia życia. To może być wyłamana rogatka czy niedziałająca sygnalizacja świetlna. Po otrzymaniu takiego zgłoszenia kolejarze mogą szybko usunąć usterkę.

Aby wdrożyć ten projekt PKP Polskie Linie Kolejowe S.A. nadały każdemu przejazdowi Indywidualny Numer Identyfikacyjny. Tak powstałą bazę danych przekazano do MSWiA celem zaimplementowania do ogólnopolskiego Systemu Powiadamiania Ratunkowego. Kolejnym krokiem było stworzenie i dopracowanie procedur postępowania w przypadku wpłynięcia zgłoszenia o zagrożeniu na terenach kolejowych oraz testy systemu. Na potrzeby tego projektu kolejarze udostępnili Operatorom Numeru Alarmowego 112 specjalny kanał łączności, który został dedykowany tylko do obsługi zgłoszeń.

Projekt wymagał ścisłej współpracy z Ministerstwem Spraw Wewnętrznych i Administracji, w tym z 17 Centrami Powiadamiania Ratunkowego w całej Polsce. Wdrażając to rozwiązanie PLK przeszkoliła około 10 tysięcy pracowników: dyżurnych ruchu, dyspozytorów i koordynatorów systemów bezpieczeństwa. Realizację projektu wspierała merytorycznie Państwowa Komisja Badania Wypadków Kolejowych.

LAWINA ZGŁOSZEŃ NA 112 – SKĄD TEN SKOKOWY WZROST?

99%

winę za 99% wypadków na przejazdach ponoszą kierowcy

10 000

tulu pracowników zostało przeszkolonych przez PLK celem zaimplementowania do ogólnopolskiego Systemu Powiadamiania Ratunkowego

#ŻółtaNaklejkaPLK

pozwala na szybkie i precyzyjne ustalenie lokalizacji skrzyżowania toru i drogi przez operatorów numeru alarmowego 112 podczas przyjmowania zgłoszenia

Nie jeździj "na pamięć". Jeśli wydaje Ci się, że "po tych torach nic nie jeździ", masz rację - wydaje Ci się!

14 czerwca na warszawskiej Pradze PKP Polskie Linie Kolejowe S.A. przeprowadziły w ramach ogólnopolskiej kampanii społecznej Bezpieczny przejazd – „Szlaban na ryzyko!" efektowną symulację zderzenia lokomotywy z samochodem osobowym. Na przejeździe kolejowo-drogowym przy ulicy Golędzinowskiej uczestnicy wydarzenia mogli zobaczyć, czym kończy się brak ostrożności na torach oraz obejrzeć z bliska pokazową akcję służb ratunkowych.

Była to jednocześnie okazja do zaprezentowania szerokiej publiczności skuteczności działania wspomnianego projektu #ŻółtaNaklejkaPLK. Zarówno wydarzenie, jak i materiały wideo, które powstały po symulacji, były szeroko publikowane w mediach internetowych i telewizji.

Jak „działa” #ŻółtaNaklejkaPLK ? Kiedy dzwonić na numer 112?

- Nasze zachowanie jako kierowców jest zależne od tego, jaka jest nasza wiedza. Stąd im więcej wiemy o zagrożeniach na tym nietypowym skrzyżowaniu, tym większa szansa, że będziemy z większym szacunkiem podchodzili do takich sytuacji – podsumowuje dr Markowski, chwaląc przy okazji edukacyjną akcję PLK. – Informując o zagrożeniach być może ważniejsze będzie dla nas spojrzenie, czy nie nadjeżdża pociąg, a nie patrzenie na telefon czy rozmowa ze współpasażerem.

Według psychologa poza działaniami prewencyjnymi, informacyjnymi niezbędna jest również zmiana w szkoleniu przyszłych kierowców jak i szkolących ich instruktorów, a także egzaminatorów.

- Młodzi kierowcy powinni być uczeni nie tylko podstawowych zasad ruchu drogowego, ale także sposobu reagowania w ekstremalnych sytuacjach – apeluje Markowski. – Muszą przede wszystkim wiedzieć, że rogatka to nie jest metalowa bariera, której nie są w stanie pokonać. To element, który w razie zagrożenia życia i zdrowia można bez problemu wyłamać najeżdżając na niego. Lepiej porysować samochód niż stracić życie.

Szlaban na ryzyko! Na przejazdach kolejowo-drogowych nie ma „późnego żółtego światła”

200 wypadków i kolizji, kilkadziesiąt ofiar każdego roku. Tym tragediom można zapobiec, gdy wyeliminujemy pośpiech, brawurę i brak wyobraźni. Prawda jest bolesna. To kierowcy odpowiadają za 99 proc. zdarzeń na przejazdach kolejowo-drogowych.

Przejazd kolejowo-drogowy w Małopolsce. Kierujący autem wjeżdża na przejazd, ale nie może z niego zjechać. Przed nim stoi sznur aut. Po chwili rogatki zaczynają opadać, a do przejazdu zbliża się pociąg. Żeby się wydostać z pułapki kierowca wyłamuje rogatkę. Inna sytuacja, ten sam przejazd. Czerwone audi wjeżdża na tory mimo migających czerwonych świateł i zamykających się rogatek. Samochód niszczy pierwszy szlaban, nie udaje mu się przejechać pod drugim, a gdy widzi nadjeżdżający pociąg – cofa. Wszystko trwa około 20 sekund.

I ostatnia. VAN z rowerami na dachu wjeżdża na przejazd. W momencie, gdy stojące przed nim w korku auto rusza opadają rogatki. Pojazd zostaje uwięziony. Pomaga kierowca innego samochodu, który wyłamuje rogatkę. Kierowca bezpiecznie opuszcza przejazd. Cała akcja trwa 25 sekund. Co łączy powyższe sytuacje? Bezmyślność i cud, że tym razem obyło się bez ofiar.

Czy wiesz, że....

Wjazd na przejazd jest dozwolony dopiero po całkowitym podniesieniu się rogatek i wyłączeniu sygnalizacji przejazdowej.

Tu nie ma miejsca na interpretację

Co roku na przejazdach kolejowo-drogowych dochodzi do ok. 200 wypadków i kolizji, w których ginie kilkadziesiąt osób. – W swojej karierze wiele już widziałem, nawet omijanie zamkniętych półrogatek slalomem czy taranowanie szlabanu jak przeszkody. Jak to wytłumaczyć? Brakiem zdrowego rozsądku, rutyną, pośpiechem, brawurą. I to nie tylko u kierowców, ale też rowerzystów i pieszych – przekonuje Marcin Żywiołek, rzecznik prasowy Straży Ochrony Kolei.

Do największych grzechów kierowców, poza już wymienionymi, możemy dodać: próby pokonywania przejazdu tuż przed nadjeżdżającym pociągiem, lekceważenie sygnalizacji ostrzegawczej oraz znaku STOP, wjazd na przejazd bez możliwości zjechania z niego czy przejeżdżanie pod opadającymi rogatkami. Przepisy ruchu drogowego nie pozostawiają miejsca na interpretację. W momencie, gdy na sygnalizatorze zaczyna migać czerwone światło kierowca nie ma prawa wjechać na przejazd. Najpóźniej po kilkunastu sekundach zaczynają opadać rogatki, a do przejazdu zbliża się już pociąg. – Niektórym się wydaje, że zdążą i – podobnie jak na skrzyżowaniu – przejadą na tzw. późnym żółtym. Na przejeździe kolejowo-drogowym to się nie ma prawa udać – ostrzega Marcin Kruszyński, ekspert PKP Polskich Linii Kolejowych S.A.

Jak zachować się na przejazdach kolejowo-drogowych w sytuacjach krytycznych?

Przed każdym przejazdem, który nie jest wyposażony w rogatki, ustawiony jest krzyż św. Andrzeja. Bardzo często towarzyszy mu znak STOP, przed którymi kierowcy bezwzględnie powinni się zatrzymać i upewnić, czy nie nadjeżdża pociąg. Uwaga ta dotyczy przejazdów wszystkich kategorii. Należy pamiętać, że systemy czy urządzenia sterujące mogą ulec awarii, a dróżnik zasłabnąć i nie zamknąć na czas rogatek. Jedynie zachowanie najwyższych środków ostrożności zapobiegnie zderzeniu z pociągiem.

Pamiętaj o jednej zasadzie

Na egzaminie na prawo jazdy kategorii B na 1700 pytań 37 dotyczy pokonywania przejazdu kolejowo-drogowego. W teorii więc każdy kierowca powinien mieć wiedzę na ten temat. W praktyce jest jednak znacznie gorzej. Wystarczy przestrzegać jednej i podstawowej zasady - pociąg zawsze ma pierwszeństwo. Droga hamowania pociągu przy prędkości 160 km/h może wynieść nawet 1,3 km. Maszynista, nawet jeśli dostrzeże zagrożenie, nie będzie w stanie zatrzymać w bezpiecznej odległości rozpędzonego składu ważącego kilkaset ton.

– W ciągu 30 sekund pociąg pokonuje ponad 1,3 km. Możemy więc go nie widzieć. Tymczasem te 30 sekund to wcale nie jest tak dużo, by – w przypadku zaistnienia sytuacji awaryjnej – opuścić bezpiecznie torowisko. Pamiętajmy, że pociąg ma kilkaset razy większą masę od samochodu osobowego. Droga hamowania jest kilkanaście razy dłuższa niż ta, do której jesteśmy przyzwyczajeni w naszym samochodzie. No i maszynista nie może skręcić lub ominąć przeszkody – tłumaczy Marcin Kruszyński.

Gdy jesteś na przejeździe, a zaczną migać światła, zjedź jak najszybciej z przejazdu.

W momencie gdy Twoje auto zostanie zamknięte pomiędzy rogatkami, musisz przejechać przez nie i je wyłamać.

Uciekaj i dzwoń pod 112!

Jeżeli już wjedziemy pod opadające rogatki lub utkniemy w korku (tuż za przejazdami czasem zlokalizowane są skrzyżowania czy ronda), a opadające szlabany zatrzymają nas na torach, powinniśmy jak najszybciej opuścić przejazd taranując szlaban. Jest tak skonstruowany, że złamie się bez problemu w specjalnie do tego zaprojektowanym miejscu, nie niszcząc przy tym samochodu. Jeżeli natomiast dojdzie do awarii i utkniemy na przejeździe w zepsutym aucie, powinniśmy przede wszystkim niezwłocznie opuścić pojazd wraz ze wszystkimi pasażerami. Następnie stanąć za rogatkami w bezpiecznej odległości.

Możemy też – choć to ryzykowne – spróbować zepchnąć samochód, jeśli nie widzimy i nie słyszymy nadjeżdżającego pociągu. To jednak nie wszystko. O przeszkodzie na przejeździe trzeba natychmiast powiadomić służby ratunkowe! Jak to zrobić szybko? Po wewnętrznej stronie szlabanu (od strony torów) i na krzyżu św. Andrzeja znajduje się żółta naklejka z indywidualnym numerem identyfikacyjnym przejazdu.

Dzwoniąc na numer alarmowy 112 podajemy dyspozytorowi 9-cyfrowy kod (w ramach akcji #ŻółtaNaklejkaPLK kolejarze oznakowali wszystkie, zarządzane przez PKP Polskie Linie Kolejowe S.A. przejazdy kolejowo-drogowe, około 14 tysięcy).

Szybka reakcja to szansa na zatrzymanie rozpędzonego pociągu w bezpiecznej odległości od przejazdu. – Pod numerem alarmowym 112 zgłaszamy wszelkie zdarzenia zagrażające życiu, zdrowiu lub mieniu. Informujemy na przykład o sytuacji, kiedy na przejeździe zepsuł nam się samochód, na torach leży powalone drzewo lub coś się dzieje w budynkach czy na terenach położonych w okolicy przejazdu. Takie zgłoszenie pozwala służbom na natychmiastową reakcję i wstrzymanie ruchu w miejscu zdarzenia – zwraca uwagę Ilona Skwierzyńska, naczelnik Wydziału Systemu Powiadamiania Ratunkowego MSWiA.

Jak wygląda wypadek na przejeździe kolejowo-drogowym?

Czas potrzebny na reakcję służb w sytuacji zagrożenia to średnio 120 sekund. Nadanie indywidualnych numerów przejazdom kolejowo-drogowym pozwoliło go skrócić do 45-50 sekund. – Ustalenie lokalizacji zdarzenia jest trudne. Zgłaszający najczęściej nie pamiętają przez jaką miejscowość ostatnio przejeżdżali. Odczytanie numeru z żółtej naklejki na przejeździe ten problem rozwiązuje – mówi Ilona Skwierzyńska.

Nie szukaj pomocy w kamerze monitoringu

Eksperci PLK przypominają, że pomimo iż znaczna część przejazdów kolejowo-drogowych jest wyposażona w monitoring, nie oznacza to, że machając do kamery uzyskamy natychmiastową pomoc. Kamery służą do monitorowania i rejestrowania sytuacji na przejeździe. Dopiero w momencie, gdy np. dojdzie do wyłamania rogatki dyspozytor dostaje sygnał o awarii i wówczas przeglądane są nagrania. Materiały wideo są również niezbędne w postępowaniach dotyczących łamania zasad bezpieczeństwa czy ustalania danych nieodpowiedzialnych kierujących. Kwartalnie kolejarze przekazują policji ok. tysiąca nagrań z niebezpiecznymi zachowaniami kierowców.

STOP!
1300 m
Złudzenie
NIE CZEKAJ!
OC

Pamiętaj, aby przekraczać tory tylko na wyznaczonych przejściach lub przejazdach, przestrzegać wszystkich znaków ostrzegawczych i znajdujących się tam sygnałów.

Droga hamowania pociągu może wynieść nawet 1300m. Aby uniknąć zagrożenia, w momencie gdy Twoje auto zostanie zamknięte pomiędzy rogatkami, musisz przejechac przez nie i je wyłamać.

Dzisiejsze pociągi są cichsze niż kiedykolwiek, wiele z nich podczas jazdy nie wytwarza charakterystycznego stukotu. Pociąg jest zawsze bliżej i porusza się szybciej, niż myślisz.

Pomimo iż znaczna część przejazdów kolejowo-drogowych jest wyposażona w monitoring, nie oznacza to, że machając do kamery uzyskamy natychmiastową pomoc. Dopiero w momencie, gdy np. dojdzie do wyłamania rogatki dyspozytor dostaje sygnał o awarii i wówczas przeglądane są nagrania.

Koszt wyłamanej rogatki potrącany jest z OC! Koszt wyłamanej rogatki = ŻYCIE

Kara nie zawsze pomaga

Spółka PKP Polskie Linie Kolejowe S.A. prowadzi cały szereg działań edukacyjnych i prewencyjnych, by na przejazdach kolejowo-drogowych było bezpieczniej. Od 2005 r. realizuje kampanię społeczną Bezpieczny przejazd – "Szlaban na ryzyko!". Jej odbiorcami są dzieci, młodzież i dorośli, w tym przyszli i zawodowi kierowcy oraz instruktorzy jazdy. – Świadomość prawidłowych zachowań rośnie, choć – podobnie jak w krajach zachodnich – musi jeszcze upłynąć kilka lat zanim dojdziemy do oczekiwanych efektów – przyznaje Jarosław Chmielarz, pracownik PKP Polskich Linii Kolejowych S.A., koordynator kampanii "Bezpieczny przejazd…". I dodaje: – Edukacja to najlepsze narzędzie do zmiany niepożądanych zachowań. Kara, choć czasem nie da się jej uniknąć, rodzi agresję.

Kolejarze organizują również seminaria dla przedstawicieli lokalnych ośrodków szkolenia kierowców czy egzaminatorów z WORD, podczas których mówią o zasadach prawidłowego przekraczania przejazdów oraz o funkcjonowaniu projektu #ŻółtaNaklejkaPLK. W każdy piątek wakacji w ramach akcji "Bezpieczny piątek", w pobliżu przejazdów i wzdłuż torów z tzw. "dzikimi przejściami" dystrybuują materiały edukacyjne, a także rozmawiają o bezpieczeństwie z kierowcami i pieszymi. – Te ostatnie być może pozwolą zapobiec podobnym zachowaniom w przyszłości. Nie możemy jednak myśleć za kierowców, to oni powinni wiedzieć czego absolutnie nie wolno robić – mówi Marcin Żywiołek.

Edukacja to podstawa

W październiku kolejarze intensyfikują działania edukacyjne w szkołach i przedszkolach. Poprzez zabawę, dzieci uczą się podstawowych zasad przekraczania przejazdów kolejowo-drogowych, poznają znaki i nabywają wiedzę czego nie wolno robić na terenie kolejowym. – Jesteśmy obecni przy egzaminach na kartę rowerową, a w jednej z gmin pytania dotyczące zachowania na przejazdach pojawiły się także na egzaminie na kartę pieszego. W tych najmłodszych pokładamy nasze nadzieje, bo to oni będą kiedyś kierowcami. Niczego im nie narzucamy, staramy się wciągać w zabawę, budować poczucie, że są częścią czegoś ważnego – zapewnia Jarosław Chmielarz.

Kierowco zwolnij i poczekaj! Polskie Linie Kolejowe mówią "nie" brawurze i bezmyślności

Lublin, koniec sierpnia. Na przejeździe kolejowo-drogowym przy ul. Turystycznej kobieta kierująca Nissanem Micrą wjechała na torowisko… mimo czerwonego światła i opadających rogatek. Utknęła. W samochodzie była dwójka dzieci. Jeden z kierowców stojących za szlabanem próbował wyłamać rogatkę, ale cofając kobieta ją zaklinowała. Na szczęście maszynista dostrzegł zagrożenie, zwolnił i przejechał… nawet nie zahaczając o pojazd Nissana. Można powiedzieć… tym razem się udało.

Wypadki na przejazdach kolejowo-drogowych stanowią ok. 35 proc. wszystkich na polskiej kolei. Można by ich uniknąć, bo wynikają z pośpiechu kierujących, brawury oraz lekceważenia znaku STOP, krzyża św. Andrzeja czy sygnalizatora z czerwonym migającym światłem.

- Dziś kierowcy ciągle gonią, są niecierpliwi. Lekceważenie przepisów ruchu drogowego i wjazd na przejazd kolejowo-drogowy mimo działającej sygnalizacji to bezmyślność i brak świadomości tego, co może się stać. Kierowcom wydaje się, że zdążą, choć tak naprawdę nie mają pojęcia, ile czasu i miejsca potrzebuje maszynista, by zatrzymać skład - tłumaczy podkomisarz Paweł Przestrzelski z Wydziału Ruchu Drogowego Komendy Stołecznej Policji.

Zachowaj odpowiednią odległość przed poprzedzającym pojazdem.

Zanim zdecydujesz się wjechać na przejazd, upewnij się, że samochód, który jest przed Tobą jest już kilka metrów za rogatką wyjazdową.

Reedukacja kierowców. Jak oduczyć się niebezpiecznych nawyków?

Z doświadczenia kolejarzy wynika też, że kierowcy nie do końca rozumieją przepisy ruchu drogowego. - Czerwone światło migające na sygnalizatorze, które zakazuje wjazdu na przejazd, mylą często ze światłem pomarańczowym, które ostrzega przed zupełnie inną sytuacją. Czerwone światło oznacza, że już po 30 sekundach na przejeździe możemy zobaczyć pociąg - zwraca uwagę Włodzimierz Kiełczyński, dyrektor Biura Bezpieczeństwa PKP Polskich Linii Kolejowych S.A. Kolejna przyczyna to brak świadomości. Najczęstszym tłumaczeniem, które słyszą policjanci i kolejarze jest: "myślałem, że zdążę". Kierowcy nie mają pojęcia, że pociąg jadący z prędkością 120 km/h w ciągu 30 sekund pokonuje kilometr.

- Wydaje się, że pociąg jest jeszcze daleko, a tak naprawdę zbliża się dużo szybciej niż możemy to sobie wyobrazić - ocenia Włodzimierz Kiełczyński. Znaczenie mają też umiejętności kierowcy. Może się zdarzyć, że już na przejeździe… zgaśnie nam silnik, pojawią się nerwy i… tragedia gotowa. A w tej sytuacji kierowcy muszą pamiętać jedną rzecz. - Na przejeździe obowiązuje jedna zasada: jest to strefa niebezpieczna i trzeba ją jak najszybciej opuścić – przypomina dyrektor Kiełczyński.

Przecież zdążę…

Kierowcy nie znają zasad funkcjonowania przejazdów kolejowo-drogowych. Jeżeli skrzyżowanie obsługiwane jest przez pracownika kolei (dróżnika), to rogatki powinny zostać zamknięte na minimum dwie minuty przed przejazdem pociągu. I nikt nie robi kierowcom na złość. Tak stanowią przepisy. - Niektórzy w myśl zasady "jeszcze zdążę” przejeżdżają przez przejazd uniemożliwiając tak naprawdę zamknięcie rogatek. Dlatego przy dużym ruchu dróżnik może rozpocząć zamykanie przejazdu wcześniej niż dwie minuty przed przyjazdem pociągu. Wówczas ten czas może się wydłużyć do trzech, czterech minut - tłumaczy Włodzimierz Kiełczyński.

Pamiętaj!

Wjazd na przejazd, w przypadku braku możliwości kontynuowania jazdy jest zabroniony.

Dlaczego kierowcy tak ryzykują?

Masz kilkanaście sekund

Inaczej wygląda sytuacja na zautomatyzowanych przejazdach kategorii B. Jeżeli na przejeździe są dwie półrogatki, czas od momentu włączenia sygnalizacji świetlnej do przejazdu pociągu - może wynieść 30 sekund, a przy czterech półrogatkach - 46 sekund. Natomiast od momentu zapalenia się czerwonego światła na sygnalizatorze do zamknięcia rogatek mija od 8 do 13 sekund. To jest czas dla tych, którzy już znajdują się za sygnalizatorem i muszą zjechać z przejazdu. Nie jest to moment by próbować wjeżdżać na tory! - Kierowca, który decyduje się na manewr przy zamykających się półrogatkach bardzo ryzykuje. Do czasu przejazdu pociągu zostaje mu kilkanaście sekund. To rosyjska ruletka: uda mu się przejechać lub staranuje go pociąg - ostrzega Włodzimierz Kiełczyński.

W sytuacji gdy kierowca utknie między rogatkami i nie ma możliwości zjechania z przejazdu (np. z powodu awarii), powinien przede wszystkim jak najszybciej wysiąść z auta wraz z pasażerami. Następnie, po przejściu w bezpieczne miejsce zadzwonić pod numer alarmowy 112. Operatorowi należy podać informację o zdarzeniu oraz numer identyfikacyjny przejazdu, który znajduje się na żółtej naklejce, umieszczonej na napędzie rogatki lub krzyżu św. Andrzeja. - Operator natychmiast zlokalizuje przejazd i powiadomi dyżurnego ruchu o konieczności wstrzymania ruchu kolejowego - mówi Włodzimierz Kiełczyński. W sytuacjach alarmowych dyżurny ruchu może również użyć przycisku "radio stop" i w ten sposób zatrzymać wszystkie znajdujące się w okolicy pociągi. Czas od zgłoszenia do zatrzymania pociągu lub przynajmniej znaczącego zmniejszenia jego prędkości wynosi ok. 1,5-2,5 minuty.

Przejazd to skrzyżowanie linii kolejowej z drogą.

To takie samo skrzyżowanie jak drogowe. Żaden kierowca nie kwestionuje konieczności zatrzymania się przed skrzyżowaniem drogowym, gdy nakazuje to znak STOP lub sygnalizator wskazujący światło czerwone.

Jeśli zatrzymaliśmy się między rogatkami sprawnym pojazdem, który ma wciąż włączony silnik, należy natychmiast ruszyć, najechać na rogatkę i ją wyłamać. Szlabany są tak skonstruowane , że łamią się w specjalnie do tego zaprojektowanym miejscu nie niszcząc karoserii samochodu. Po staranowaniu rogatki kierowca powinien zadzwonić pod numer 112 i poinformować o zdarzeniu. - Dzięki temu odpowiednie służby techniczne będą mogły niezwłocznie zabezpieczyć rogatkę. Wyłamanie szlabanu wiąże się oczywiście z pewnymi konsekwencjami: mandatem i punktami karnymi, ale w ten sposób kierowca ratuje życie swoje i najbliższych, a także zapewnia bezpieczeństwo innym uczestnikom ruchu oraz pasażerom i obsłudze pociągu. W tej chwili ponad 10 proc. przejazdów posiada monitoring. Nagrania - w razie wystąpienia takich sytuacji - i tak przekazujemy policji - mówi dyrektor Kiełczyński. W momencie, gdy dochodzi do jakiegokolwiek uszkodzenia urządzeń na przejeździe kolejowo-drogowym, automatyczny system - a w starszych urządzeniach dyżurny ruchu za pomocą radiołączności - powiadamia maszynistę zbliżającego się pociągu, że powinien w tym miejscu zwolnić do 20 km/h i zachować szczególną ostrożność.

Kary są za niskie?

- Za niezatrzymanie się przed znakiem STOP grozi kierowcy mandat w wysokości 100 zł. - Omijanie slalomem zamkniętej półrogatki to już 300 zł i 4 punkty karne. Tyle samo zapłaci kierowca za wjechanie na przejazd: zanim szlabany w pełni się uniosły, gdy rogatki zaczęły opadać, bezpośrednio po przejeździe pociągu lub gdy nie jest w stanie go opuścić, za wyprzedzanie na przejeździe (także rowerzysty) oraz zatrzymanie się między rogatkami. - Za wyprzedzanie aut oczekujących przed przejazdem grozi kierowcy mandat w wysokości 250 zł. - Konsekwencje karne i finansowe to tak naprawdę niewiele. Mandat i punkty karne to najmniejsza kara, jaka może spotkać kierowcę. Jeśli wjedzie pod nadjeżdżający pociąg i dojdzie do nieszczęścia, to odpowiada karnie za spowodowanie katastrofy w ruchu lądowym. Może zostać ciężko ranny lub stracić życie. Śmierć pod kołami pociągu, także naszych bliskich, to najgorsza kara - przekonuje podkomisarz Paweł Przestrzelski.

To, co odstrasza kierowców od ignorowania przepisów drogowych na Zachodzie, to wysokie kary. Tak jest w Niemczech czy w Szwecji, gdzie wysokość mandatu uzależniona jest od dochodu. - Być może kary w Polsce są za niskie. Może powinny być bardziej dotkliwe. Jednak samo podniesienie stawek kar, to jeszcze nie wszystko. Tu potrzebne są akcje prewencyjne i edukacyjne. Bez ciągłego uświadamiania kierowców niczego nie zdziałamy. Wysłuchanie czy zobaczenie na własne oczy tego, co może się stać sprawia, że kierowcy zaczynają myśleć. Edukację oczywiście można połączyć ze zwiększeniem wysokości kar - nie ma wątpliwości Paweł Przestrzelski.

Grzechy główne kierowców

Oszczędzisz kilka minut, możesz stracić życie

Podkomisarz Przestrzelski liczy też na zdrowy rozsądek kierowców. Pośpiech na drodze daje złudne wrażenie, że jesteśmy w stanie zaoszczędzić mnóstwo czasu. - W warunkach miejskich czy nawet w terenie niezabudowanym ten czas jest naprawdę znikomy. Kierowca niekiedy przejeżdża z jednego pasa na drugi, lawiruje między samochodami, by na następnym skrzyżowaniu stanąć na czerwonym świetle przed nami. Podobnie jest na przejeździe kolejowo-drogowym. Co znaczy kilka minut oczekiwania? To czas, gdy można pomyśleć, przedyskutować ze współpasażerami najważniejsze sprawy. Tych kilka minut nie jest warte narażania życia, własnego i pasażerów - przekonuje Paweł Przestrzelski.

PKP Polskie Linie Kolejowe S.A. od lat realizują kampanię społeczną Bezpieczny przejazd - „Szlaban na ryzyko!", skierowaną do dzieci, młodzieży i dorosłych, w tym przyszłych i zawodowych kierowców oraz instruktorów nauki jazdy. O zasadach prawidłowego przekraczania przejazdów czy funkcjonowania projektu #ŻółtaNaklejkaPLK przypominają także egzaminatorom z WORD. A w każdy piątek wakacji byli obecni na przejazdach i wzdłuż torów na tzw. "dzikich przejściach", by w ramach akcji "Bezpieczne piątki" rozmawiać o bezpieczeństwie z kierowcami i pieszymi.

Automat kontra ludzka wyobraźnia. Wszystko trwa około 30 sekund

Tylko tyle potrzeba na włączenie sygnalizacji ostrzegawczej, opuszczenie rogatek i wjazd pociągu na przejazd kolejowo-drogowy kategorii B. Co roku dla wielu osób zabawa w rosyjską ruletkę kończy się tragicznie.

To jedno z tych zdarzeń, które mieści się w kategorii cudu. Cztery kobiety podróżujące samochodem z Koszalina były tak pochłonięte rozmową, że nie zauważyły migającego przed przejazdem czerwonego światła i zamkniętych półrogatek. Po staranowaniu pierwszej z nich i przejechaniu przez tory zatrzymały się przed kolejną zamkniętą rogatką. Sekundę później na przejazd wjechał rozpędzony pociąg zahaczając i uszkadzając tył pojazdu. Żadnej z pań – i można śmiało mówić o wyjątkowym szczęściu – nic się nie stało.

Klasyfikacja przejazdów kolejowo-drogowych

Wśród około 14 tysięcy, zarządzanych przez spółkę PKP Polskie Linie Kolejowe S.A., przejazdów kolejowo-drogowych w całej Polsce wyróżniamy kilka różnych kategorii, które różnią się rodzajem zabezpieczeń. Wbrew potocznej opinii w Polsce nie ma bowiem przejazdów niestrzeżonych.

Przejazd kategorii A

Ruchem kierują uprawnieni pracownicy kolejowi. To na nich spoczywa odpowiedzialność za bezpieczeństwo osób przejeżdżających i przekraczających dany przejazd.

Przejazd kategorii B

Na przejazdach kolejowo-drogowych kategorii B ruch drogowy kierowany jest przy pomocy samoczynnych systemów przejazdowych, wyposażonych w sygnalizację świetlną i rogatki zamykające ruch drogowy.

Przejazd kategorii C

Przejazd kategorii C, podobnie jak kategorii B, jest w pełni automatyczny. Na nim ruchem drogowym kieruje samoczynna sygnalizacja świetlna.

Przejazd kategorii D

Przejazd bez rogatek, półrogatek i samoczynnej sygnalizacji świetlnej. Przed przejazdem ustawiony jest krzyż św. Andrzeja, któremu często towarzyszy znak STOP.

Przejazd kategorii E

Pod kategorią E kryją się przejścia przez tory kolejowe zabezpieczone np. układającymi się w labirynt barierkami, krzyżem św. Andrzeja lub automatycznie załączanymi rogatkami i sygnalizatorem świetlnym.

Jak działa przejazd kolejowo-drogowy kategorii B?

Na przejeździe kolejowo-drogowym kategorii A (wyposażonym w rogatki lub nie) ruchem kierują uprawnieni pracownicy kolejowi. To na nich spoczywa odpowiedzialność za bezpieczeństwo osób przejeżdżających i przekraczających dany przejazd. Osoba obsługująca przejazd kolejowo-drogowy steruje pracą urządzeń zamykających i otwierających ruch drogowy. Do pozostałych obowiązków należy także bieżące monitorowanie stanu technicznego szlabanów, torów i zwrotnic, umieszczonych w obrębie jego terenu.

Na przejazdach kolejowo-drogowych kategorii B ruch drogowy kierowany jest przy pomocy samoczynnych systemów przejazdowych, wyposażonych w sygnalizację świetlną i rogatki zamykające ruch drogowy.

Przejazd kategorii C, podobnie jak kategorii B, jest w pełni automatyczny. Na nim ruchem drogowym kieruje samoczynna sygnalizacja świetlna.

Rogatki czy sygnalizacja świetlna lub dźwiękowa może ulec uszkodzeniu tak jak inne urządzenia automatyczne. Podobnie jest z dróżnikami, którzy mogą np. zasłabnąć i nie zamknąć rogatek w odpowiednim momencie. Dlatego na przejazd wjeżdżamy tylko wtedy, gdy upewnimy się, że nie zbliża się pociąg.

Pociągi mają zawsze pierwszeństwo przejazdu w stosunku do pojazdów ratunkowych, uprzywilejowanych, samochodów i pieszych.

Kolejna kategoria – D, to przejazd bez rogatek, półrogatek i samoczynnej sygnalizacji świetlnej. Przed przejazdem ustawiony jest krzyż św. Andrzeja, któremu często towarzyszy znak STOP.

Pod kategorią E kryją się przejścia przez tory kolejowe zabezpieczone np. układającymi się w labirynt barierkami, krzyżem św. Andrzeja lub automatycznie załączanymi rogatkami i sygnalizatorem świetlnym.

Najwięcej w Polsce jest przejazdów kategorii D – stanowią one ponad 50 proc. wszystkich. W pełni zautomatyzowanych przejazdów kategorii B i C w całym kraju jest ok. 2,5 tyś. i Na tych przejazdach wypadki nie powinny się zdarzać, gdyż czerwone, migające światła na sygnalizatorze informują kierowcę, że zbliża się pociąg. Jednak dla wielu kierowców taki sygnał to za mało.

Po pierwsze, światła

Pomimo niezwykle precyzyjnego systemu zabezpieczeń na przejazdach kategorii B wciąż dochodzi do wypadków. Nawet najbardziej precyzyjny automat nie może zastąpić zdrowego rozsądku u kierowców i postępowania zgodnie z kodeksem drogowym.

Jak działa – sterowany automatycznie – przejazd kategorii B?

W odpowiedniej odległości przed przejazdem kolejowo-drogowym na torach znajduje się czujnik wjazdowy. Po tym jak najedzie na niego pociąg, rozpoczyna się cały proces zamykania przejazdu. Początkowo zapala się czerwone migające światło na sygnalizatorze umieszczonym przed przejazdem. W zależności od przejazdu po 8 lub 13 sekundach zaczynają opadać rogatki. Tam, gdzie na przejeździe jest jedna para półrogatek, ich zamknięcie trwa nie dłużej niż 10 sekund. W ciągu kolejnych 10 sekund na przejazd wjeżdża pociąg poruszający się ze swoją rozkładową prędkością – nawet do 160 km/h.

– Mimo wielu zabezpieczeń nadal dochodzi do wypadków na przejazdach kolejowo-drogowych. Głównie z winy kierowców, którzy nie reagują właściwie na sygnalizację świetlną i dźwiękową informującą o zbliżającym się pociągu. Zgodnie z przepisami, to czerwone światło zabrania wjazdu za sygnalizator, a nie zamknięte półrogatki. I to wszystkim, także rowerzystom. Co ciekawe, nikt nie kwestionuje tego, że trzeba zatrzymać się przed skrzyżowaniem drogowym gdy nakazuje to znak STOP lub sygnalizator wskazujący czerwone światło – zwraca uwagę Jarosław Chmielarz, pracownik PKP Polskich Linii Kolejowych S.A., koordynator kampanii "Bezpieczny przejazd".

Po przejechaniu pociągu zaczynają unosić się rogatki. A dzieje się to w momencie, gdy opuszczający przejazd pociąg najedzie na tzw. czujnik zjazdowy. – Ci najbardziej niecierpliwi są przekonani, że jak tylko rogatki zaczynają się unosić, mogą ruszać. Nic bardziej mylnego. Tu także obserwujemy sygnalizację i czekamy do momentu aż zgaśnie czerwone światło. W przypadku przejazdów wielotorowych nigdy nie należy wjeżdżać na tory bezpośrednio po przejechaniu pociągu. – mówi Jarosław Chmielarz.

Skąd ta ostrożność?

Na przejazdach wielotorowych pociągi mogą poruszać się w dowolnym kierunku i w dowolnym czasie. Co więcej, gdy przejedzie jeden pociąg, kolejny skład najedzie na czujnik wjazdowy i ponownie uruchamia się cykl zamykania przejazdu. Może się więc zdarzyć, że sygnalizacja nie zdąży zgasnąć, mimo przejazdu pierwszego pociągu. Dlatego, dopóki sygnalizacja przejazdowa się nie wyłączy, kierowcy nie mogą wjechać na przejazd nawet przy otwartych rogatkach! – Porównuję tę sytuację do wysiadania pasażerów z autobusu, kiedy wychodzimy zza pojazdu na drugi pas jezdni wprost pod nadjeżdżający samochód. Trzeba mieć świadomość, że migające czerwone światło to może być czas ostrzegania dla pociągu nadjeżdżającego drugim torem. Niestety kierowcy zbyt często o tym zapominają – dodaje Włodzimierz Kiełczyński, dyrektor Biura Bezpieczeństwa PKP Polskie Linie Kolejowe S.A.

Pamiętaj!

Tory przekraczaj tylko na wyznaczonych przejściach lub przejazdach, przestrzegaj wszystkich znaków ostrzegawczych i znajdujących się tam sygnałów.

Niewłaściwe zachowania kierowców

Zasada ograniczonego zaufania

Zbliżając się do przejazdu – niezależnie od jego kategorii – powinniśmy stosować zasadę ograniczonego zaufania. Na przejazd kolejowo-drogowy NIE WOLNO wjeżdżać, kiedy na sygnalizatorze zapala się czerwone światło lub opadają rogatki. Na przejazd NIE MOŻNA również wjeżdżać bez upewnienia się, że nie zbliża się pociąg. Nawet jeśli rogatka jest otwarta, a sygnalizacja wyłączona. Kierowcy muszą pamiętać o tym, że urządzenia techniczne mogą ulec awarii, a dróżnik przejazdowy np. zasłabnąć i nie zamknąć przejazdu. Na przejazd wjeżdżamy tylko wtedy, gdy możemy go bezpiecznie opuścić – mamy odpowiednią ilość miejsca za nim. I TYLKO wtedy, gdy na sygnalizatorze nie migają czerwone światła. To właśnie one zabraniają wjazdu na przejazd.

Upewnij się
Bądź ostrożny
Pamiętaj
Nie ryzykuj
Nie czekaj

Na przejazd NIE MOŻNA wjeżdżać bez upewnienia się, że nie zbliża się pociąg. Nawet jeśli rogatka jest otwarta, a sygnalizacja wyłączona.

Zbliżając się do przejazdu – niezależnie od jego kategorii – powinniśmy stosować zasadę ograniczonego zaufania.

Kierowcy muszą pamiętać o tym, że urządzenia techniczne mogą ulec awarii, a dróżnik przejazdowy np. zasłabnąć i nie zamknąć przejazdu.

Na przejazd wjeżdżamy tylko wtedy, gdy możemy go bezpiecznie opuścić – mamy odpowiednią ilość miejsca za nim. I TYLKO wtedy, gdy na sygnalizatorze nie migają czerwone światła. To właśnie one zabraniają wjazdu na przejazd.

Każdego dnia w Polsce dochodzi do sytuacji, w której samochód zostaje uwięziony między szlabanami. Średnio 15 razy dziennie kierowcy wyłamują rogatki na przejeździe kolejowo-drogowym.

Mimo wielu zabezpieczeń nadal dochodzi do wypadków na przejazdach kolejowo-drogowych. Głównie z winy kierowców, którzy nie reagują właściwie na sygnalizację świetlną i dźwiękową informującą o zbliżającym się pociągu. Zgodnie z przepisami, to czerwone światło zabrania wjazdu za sygnalizator, a nie zamknięte półrogatki.

Jarosław Chmielarz, pracownik PKP Polskich Linii Kolejowych S.A., koordynator kampanii "Bezpieczny przejazd"

Coś się dzieje? Dzwoń pod 112

Każdego dnia w Polsce dochodzi do sytuacji, w której samochód zostaje uwięziony między szlabanami. Średnio 15 razy dziennie kierowcy wyłamują rogatki na przejazdach kolejowo-drogowych. Niezwykle rzadko – mówimy o 1 proc. przypadków – dochodzi do usterki: czerwone światło nie zapala się lub nie gaśnie, rogatki nie podnoszą się lub nie opadają.

– Wówczas należy zadzwonić pod numer 112 i podać indywidualny 9-cyfrowy numer przejazdu, widoczny na umieszczonej na wewnętrznej stronie rogatki lub krzyżu św. Andrzeja żółtej naklejce. Operator numeru 112 dzięki tej informacji od razu zlokalizuje przejazd i skieruje na miejsce nasze służby techniczne, które w możliwie najkrótszym czasie usuną awarię – zapewnia Włodzimierz Kiełczyński. I co najważniejsze, pracownicy PLK mają również szansę, by przed uszkodzoną rogatką znacząco zmniejszyć prędkość nadjeżdżających pociągów lub w ogóle wstrzymać ruch – by nie doszło do tragedii. Dla kierowcy to tylko jeden telefon. Dla wielu innych osób, to informacja, która może uratować ich życie.

Wyłącz Adblocka, aby w pełni cieszyć się zawartością tej strony.